Prosto z sieci

Podróż poślubna dookoła świata

Gdy się o tym dowiedziałam, nie mogłam w to wprost uwierzyć. Moja kuzynka, za którą nawiasem mówiąc nie przepadałam, poznała jakiegoś faceta, zakochała się, a teraz była już zaręczona. Nie chodziło jednak o sam fakt tego wszystkiego, ale o to, że nagle jej facet okazał się być multimilionerem. Raczej był on synem takiego, no ale co to za wielka różnica. Sam miał pieniędzy jak lodu, a moja kuzynka była najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem. Na początku facet udawał, że jest "zwykłym śmiertelnikiem", bo chciał się przekonać, czy będzie go chciała takim, jaki jest. No i udało się jej. Byłam wprost wściekła, bo nie uważałam, żeby sobie na to wszystko zasłużyła. Poszłam na jej ślub, który był jak z bajki, ale nie umiałam się z tego wszystkiego cieszyć. Kuzynka za to pyszniła się, jakby była jakąś królową. Potem dowiedziałam się jeszcze lepszych szczegółów, które doprowadziły mnie do szału. Okazało się, że podróż poślubna młodej pary miała się odbyć dookoła świata. Młodzi mieli wylecieć samolotem, dokąd im się tylko żywnie podobało, a potem mogli pojechać dokądkolwiek dalej. Do tego podróż poślubna mogła trwać nawet kilka miesięcy, bo ani panu młodemu, ani mojej kuzynce, nie spieszyło się do nikąd.